Rozdział III

niedziela, 11.października.2009, 19:18
Od autorki:
Zdaję sobie sprawę, że poprzedni rozdział nie należał do najlepszych. Na jakość wpłynęły... pewne wydarzenia z mojego życia. Nieważne. Mam nadzieję, że teraz lepiej mi poszło i że przerwałam w odpowiednim momencie. Enjoy. ;]




***



W dniu balu udało mi się upolować w Pokoju Wspólnym miejsce blisko Alexis Wrath. Tak na prawdę rzadko mam okazję posłuchać o czym rozmawia ze Stellą, a bardzo mnie to ciekawi. Nasze fotele dzieliło dosłownie pięć kroków, aż dziwne, że jeszcze się nie przesiadła, prawdopodobnie mnie nie zauważyła. Nic nie burzyło ciszy i spokoju, jakie towarzyszyły mojemu podsłuchiwaniu, aż do chwili, kiedy koło mojego fotela stanęła postać nonszalancko trzymająca ręce w kieszeniach. Nie rozmawiałam z nim od blisko miesiąca i bardzo rzadko się widywaliśmy.
- Przyglądam ci się od dłuższego czasu. – popatrzył na moją pytającą minę i kontynuował. – Ciągle patrzysz na Alexis. Robisz to zawsze, kiedy cię widzę.
- I co w związku z tym? – było to chyba najbardziej ‘zirytowane’ zdanie, jakie kiedykolwiek wydobyło się z moich ust.
- Nic szczególnego, po prostu ciekawi mnie czemu to robisz.
- Powiedzmy, że... z ciekawości. Poza tym, wszystkie oczy Slytherinu są zwrócone na nią, dlaczego uważasz, że dziwnie się zachowuję?
- Nie powiedziałem, że tak uważam... – chciał coś jeszcze powiedzieć, ale szybko mu przerwałam.
- Ale tak pomyślałeś.
- Nieważne, Autumn, nieważne. Z kim idziesz na bal?
- Nie wiem dlaczego miałoby cię to interesować. – moje spojrzenie z niego powróciło na Alexis Wrath. – A Ty? – dokończyłam z przekorą.
- Skoro twój partner jest taką wielką tajemnicą, to moja partnerka też nią pozostanie. Porozmawiajmy o czymś innym. Jak idzie ci czytanie książki w Dziale Zakazanym?
- Bardzo dobrze.
Zadał mi jeszcze kilka pytań, które miały zaczynać ożywioną dyskusję, ale swoimi odpowiedziami dawałam mu do zrozumienia, że nie mam na to ochoty. W końcu odszedł, mówiąc, że idzie się przygotować. Faktycznie, do balu zostało tylko półtorej godziny. W pokoju wspólnym siedziało już tylko kilku chłopaków oraz Wrath z przyjaciółką, no i ja. Na przygotowanie się do balu nie będę potrzebować dużo czasu. Nauczyłam się w drugiej klasie pewnego bardzo użytecznego zaklęcia, tak jak Alexis.
Fotel zamieniłam na parapet wyłożony poduszkami. Obserwowałam małe płatki śniegu, które lecąc z nieba wyglądały, jak małe baletniczki. Tańczyły w rytmie podmuchów wiatru, a potem spadały na zaspy, które powstały na błoniach. Najwyższe zakryłyby mnie w całości, a najniższe przynajmniej do pasa. Droga do szklarni i do miejsca w lesie wydzielonego na lekcje Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami były odśnieżone tak, że w najgorszym przypadku można przemoczyć buty, jeżeliby za długo po nich chodzić.
Kiedy znudziło mi się oglądanie śnieżynek poszłam do dormitorium. Spodziewałam się zastać tam totalny chaos, ale to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To, że moje współlokatorki miały po jednej sukni na bal nie przeszkodziło im wcale w rozrzuceniu ubrań po całym dormitorium. Ich toaletki [w dormitoriach dziewcząt każda ma przy łóżku niedużą szafkę z lustrem i mnóstwem szuflad] były pozawalane wymyślnymi środkami do układania włosów, spinkami i kosmetykami. Kiedy oglądałam lakiery do włosów Riaty odkryłam również, że jej stoliczek się lepi. Nie muszę chyba mówić w jakim amoku były trzy przyjaciółki. Och, jakie mam szczęście, że mój sposób na układanie włosów i makijaż jest całkowicie bez stresowy.
W całej tej bieganinie spokojnie wyjęłam sukienkę z szafy, a kiedy łazienka była wolna szybko wślizgnęłam się do niej, żeby się przebrać i ogólnie ogarnąć. Nie ukrywam, że założenie na siebie tej całej masy falban było trudne, a zapięcie gorsetu było sto razy większą męczarnią. Dziewczyny chyba już poszły, bo nikt nerwowo nie dobijał mi się do drzwi. W końcu stanęłam przed lustrem w pięknej, zielonej sukni. Rozpuściłam i rozczesałam moje długie, rude włosy. Kiedy pozbyłam się wszystkich kołtunów pięknie opadały na moje ramiona, aż do bioder. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek ścinałam je więcej niż parę centymetrów. Może kiedy byłam bardzo mała.
- Czas na odrobinę magii. – szepnęłam do siebie i sięgnęłam po różdżkę, która leżała na półce pod umywalką. Dotknęłam nią moich włosów na wysokości szyi. – Creo.
Moje włosy zaczęły się wić i splatać, jakby układały je jakieś niewidzialne ręce, tylko, że robiły to dwa razy szybciej. Po chwili miałam na głowie niesamowite dzieło sztuki, którego zwieńczeniem był spory kok. Rude kosmyki, które rosły tuż przy czole i skroniach, oraz te, które okalały kok były poskręcane i wiły się niczym węże w kierunku upięcia na jej czubku. Wszystkie pod nimi były starannie zaczesane. Kiedy już nacieszyłam się swoim odbiciem w lustrze dotknęłam różdżką twarzy i ponownie wypowiedziałam najlepsze zaklęcie, jakie znam. Zaczęła się ona pokrywać makijażem, a oczy zostały podkreślone matowym cieniem w kolorze mojej sukienki i czarną kredką. Rzadko zachwycam się swoją osobą, ale muszę przyznać, że w tym wydaniu wyglądałam na prawdę ciekawie.
W końcu opuściłam łazienkę. Tak, jak przypuszczałam, moje współlokatorki już wyszły. Założyłam na nogi czarne, błyszczące szpilki i też opuściłam dormitorium. Z wielką gracją i uwagą schodziłam po kręconych schodach. Moją skórę pokryła gęsia skórka. Za murem, którego dotykałam idąc w dół była już tylko zima. Kiedy znalazłam się na dole najgorszych schodów w zamku i już miałam schodzić po następnych doszło do mnie stukanie obcasów. Niewątpliwie kilka właścicielek tych butów szło korytarzem, który zbiegał się ze schodami z drugiej strony. Przystanęłam na chwilę, by zobaczyć, kto jeszcze wychodzi na bal ostatni. Moim oczom ukazał się nie kto inny, jak Alexis Wrath i Stella Pearl. Brunetka miała na sobie suknię w bardzo chłodnym, typowo lodowatym odcieniu niebieskości, a blondynka kreację w odcieniu pudrowego różu.
Przewiązana w pasie granatową szarfą suknia Wrath składała się z niezliczonej ilości warstw lekkiego materiału opadających aż do ziemi. Uczesana była w luźny koczek, a kilka starannie ułożonych loków opadało na jej ramiona i okalało twarz. Stella wybrała bardzo ciekawy krój – sukienka do kolan była dopasowana, a poniżej nich rozchodziła się na mnóstwo cienkich warstw. Miała spory dekolt, a ramiączka przypominały mi trochę strój grecki. Falbany od nich odchodzące spływały po jej ramionach. Uczesana była podobnie do Alexis. Cóż, nie pałam do nich szczególną sympatią, ale na prawdę muszę przyznać, że wyglądają pięknie.
Zdałam sobie sprawę, że stoję i się im przyglądam, kiedy znajdowały się jakieś pięć metrów ode mnie. Natychmiast się ocknęłam i przeniosłam wzrok na dół schodów, gdzie stał mój partner. Franco miał na sobie klasyczną szatę wyjściową w kolorze czarnym, nic wielkiego. Uśmiechnęłam się do niego i w tym momencie usłyszałam za sobą Alexis.
- Widzę, Gallardo, że ktoś cię w końcu zaprosił. Już myślałam, że kolejny rok będziesz siedzieć w Pokoju Wspólnym i patrzeć, jak wychodzą inni. – jej głos był piękny, ale tak niesamowicie złośliwy, że nikt w tej dziedzinie mu nie dorówna.
- Wyobraź sobie, że tak. Wnioskuję z twojego tonu, że zburzyłam ci wizję idealnego świata. – mówiłam wolno z lekkim przekąsem i nie patrząc na nią, chociaż czułam, jak jej oczy bacznie przyglądają się mojej fryzurze i sukience.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, Gallardo. Zawsze wcinasz się tam, gdzie cię nie potrzeba. – po tych słowach zeszła po schodach i wyszła z Pokoju Wspólnego po drodze obrzucając Franco niezbyt miłym spojrzeniem.
Chwilę potem otrzymałam różę od mojego partnera, który pożegnał kolegów i udaliśmy się w kierunku Wielkiej Sali.
Krótka rozmowa z Alexis nie mogła obejść się bez analizy z mojej strony. Ciekawe, czy naprawdę popsułam jej plany, a jeśli tak, to jakie i w jakim stopniu? Może wolę nie wiedzieć... Zresztą, jeżeli mnie dotyczyły, to na pewno dowiem się tego, czego powinnam.
Po drodze zbierałam miłe komentarze od osób, które znałam. Wiedzieli, że nie mam w zwyczaju chodzić na bal, więc było to dla nich niespodzianką. Tym bardziej, że nikomu nie mówiłam, że się wybieram. Póki co naprawdę mi się to podoba!
Po ostatnich dźwiękach walca rozpoczynającego bal usiedliśmy z Franco przy stoliku obok wielkiej rzeźby lodowej przedstawiającej skrzata domowego trzymającego w rękach prezent. Oprócz nas stolik zajmowały jeszcze dwie pary składające się z kolegów Bergo i jakiś dziewczyn, które kojarzyłam z widzenia, ale nawet nie wiedziałam, jak mają na imię.
Po chwili mój partner przypomniał sobie, że wypadałoby nas przedstawić.
- Autumn, to są moi przyjaciele, których nie raz ze mną widziałaś pewnie. Greg i Alan, a ich partnerki to Carmelita i Claryssa.
Wymieniliśmy miłe uśmiechy, bo na podawanie sobie rąk stolik był zbyt szeroki. Jedna z dziewczyn, Carmelita z całą pewnością była Latynoską. Miała długie, kręcone włosy w kolorze kawy i takie same oczy. Jej skóra była w przyjemnym, ciemno-beżowym odcieniu. Natomiast Claryssa stanowiła jej dokładne przeciwieństwo. Dziewczyna miała skórę, która nie dość, że była pewnie bielsza od farby, to sprawiała wrażenie przezroczystej. Włosy miała białe, a oczy wodniście niebieskie. Wrażenie jej białości było o tyle większe, że miała sukienkę w żywym odcieniu granatu i tegoż koloru ozdoby we włosach. Pomimo tego, że wyglądała, jak kostka lodu, która zaraz ma się pokruszyć była bardzo ładna. Zwróciłam szczególną uwagę na jej dłonie. Były kościste, z długimi blado-różowymi paznokciami. Bardzo zadbane. Już wcześniej, ale nigdy się nie poznałyśmy.
Przyjaciele Franco niczym się nie wyróżniali, a na pewno nie byli materiałem na jakieś szczególne opisy. Ot, chłopaki w wieku siedemnastu lat, pełno takich na ulicach. Natychmiast zajęli się rozmową o meczach quiditcha, a my trzy siedziałyśmy tylko i co jakiś czas się uśmiechałyśmy. Nigdy wcześniej nie przebywałyśmy w swoim towarzystwie.
- Z którego jesteś roku? – zapytała w końcu Carmelita.
- Piąty. A wy?
- Obydwie z szóstego. – tym razem odezwała się Claryssa.
- Jak ci się podoba bal bożonarodzeniowy? – kontynuowała Carmelita upijając łyk napoju.
- Jest świetny. Bardzo mi się podoba.
- Słyszałyśmy... – dziewczyny wymieniły ze sobą porozumiewawcze spojrzenia – że Franco zaprosił cię dosłownie w ostatniej chwili. Aż dziw, że się zgodziłaś.
- Ja na przykład od razu bym mu odmówiła. – wtrąciła Claryssa.
- Doprawdy? – szybko rozejrzałam się po sali za plecami koleżanek. - Za to ja słyszałam, że Greg i Alan od zeszłego roku chcieli iść z siostrami Gibson, a was potraktowali jako zastępstwo, kiedy tamte były zajęte... Właściwie gdzie oni teraz są? Wydaje mi się, że właśnie z nimi rozmawiają. – wskazałam ich delikatnie widelcem, na którym miałam kawałek indyka. – O, Franco właśnie niesie mi piwo kremowe. Nie uważacie, że to urocze, że prawie nie odstępuje mnie na krok? – uśmiechnęłam się do nich złośliwie, a potem patrzyłam jak wściekłe zmierzają w stronę swoich partnerów.
- Co im powiedziałaś? – zapytał mój partner zajmując krzesło obok.
- Że są zapchajdziurami po Doris i Lucy. Bal wyzwala w ludziach różne instynkty. I nie mówię tu tylko o sobie... – dodałam, kiedy Claryssa trzasnęła w twarz Alana.
- Wiem, że nie są aniołami, ale nie musiałaś im psuć wieczoru. – stwierdził Franco, kiedy skończył się śmiać i pocałował mnie w policzek. – Zatańczysz?
- Z przyjemnością.
Kiedy tańczyłam z Franco z tłumu wyłoniła się znajoma twarz. Był to Christian Hervey. Przepychał się między uczniami, jakby kogoś szukał. Patrzyłam, gdzie się skieruje – zmierzał w naszą stronę. Chyba mnie zauważył, bo wyraźnie się rozchmurzył i zaczął szybciej iść w moim kierunku.
- Hej, Autumn! – krzyknął, kiedy był parę metrów ode mnie.
- Nic nie słyszę, chodź. – pociągnęłam za rękę mojego partnera i wyszliśmy poza tłum tańczących ludzi. – Szukasz kogoś? –zapytałam, kiedy dołączył do nas Hervey.
- Tak, mojej partnerki. Poszła zatańczyć z przyjaciółką, ale to było chyba pół godziny temu.
- O kogo ci chodzi?
- O Alexis, nie wiesz, że z nią przyszedłem?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział II

poniedziałek, 17.sierpnia.2009, 12:19
Od autorki:
Chciałabym odpowiedzieć na Wasze komentarze. Otóż, jako, że jestem autorką umieściłam tu postać Dumbledore'a, bo zwyczajnie lubiłam gościa. Kto powiedział, że moje opowiadanie ma mieć coś wspólnego z rzeczywistością? W moim świecie profesor żyje, a bal odbywa się co roku. Koniec i kropka .



Listopadowe dnie i wieczory były coraz mniej przyjemne. Mniej czasu spędzałam na błoniach, a szczerze mówiąc, prawie wcale tam nie chodziłam. Wolę jednak siedzieć na kanapie i ogrzewać się przy kominku w Pokoju Wspólnym. Raz przeszłam się z koleżanką, Rene Bergo, i bardzo tego żałowałam. Wróciłam cała ubłocona, a gdy obudziłam się następnego dnia szyja bolała mnie tak, że nie mogłam ruszać głową. Dosłownie przewiało mnie wtedy na wylot. Rene Bergo ma brata – Franco. Kiedyś razem z Alexis tworzyli nawet ładną parę. Pod koniec czwartego roku wszystko się skończyło, jakby nagle przestał działać eliksir miłosny. Również Rene przestała zadawać się z Alexis, a obie były dość ze sobą zżyte. Po ich rozstaniu każdy Ślizgon chciał dowiedzieć się czegoś o Brunetce, ale Rene i Franco tylko wzruszali ramionami. Nie była to bynajmniej oznaka zachowania taktu wobec byłej przyjaciółki i partnerki, bo rodzeństwo bardzo, ale to bardzo chciało odegrać się jakoś na Wrath. Na chęciach się skończyło – Alexis nigdy z nikim nie rozmawia o swoich prywatnych sprawach. Niby rozmówca ma wrażenie, że opowiada mu całe swoje życie, ale gdy przyjdzie co do czego okazuje się, że są to kompletnie bezużyteczne wspominki, na przykład wyjście z mamą do parku.
Cała szkoła wprost trzęsie się przez cały ten bal. Dziewczyny płaczą, chłopcy stają na głowie, żeby zaprosić wymarzoną dziewczynę. Prawie codziennie idę przez korytarze pełne tych komicznych scen do biblioteki. Znajduję swoją ulubioną książkę i czytam do znudzenia.
Stroną czterysta osiemdziesiątą drugą zakończyłam piątkową wizytę w Dziale Ksiąg Zakazanych. Zanim odsunęłam deski musiałam trochę odczekać, bo grupa uczniów kłóciła się o jakąś książkę z działu ‘X’. Przy okazji przejrzałam kilka pozycji z działu ‘A’. Spodobały mi się pierwsze strony ‘Ameis’ Candellusa Fawkinga. Myślę, że kiedy skończę ‘Chronicles Infernale’ zabiorę się właśnie za tą książkę.
Alexis jest jedną z najbardziej obleganych dziewczyn w zamku. Zapraszają ją niemalże wszyscy Ślizgoni. Ba, nawet kilku Gryfonów chciało pójść z Wrath na bal. Konkurencję robiła jej tylko Lileen Chien z Ravenclavu. Zamieniły kiedyś kilka słów, odnoszę wrażenie, że Alexis nawet ją lubi, o ile jest zdolna do czegoś takiego. Niestety...? panna Chien rozczarowała ostatnio męską część Hogwartu, bo przyjęła zaproszenie Travisa Morgana. Nic mi nie wiadomo o tym, z kim pójdzie Wrath, a jak pewnie zdążyliście zauważyć jestem doskonale poinformowana.
Sama się sobie dziwię, że dałam się porwać temu szaleństwu. Ale z drugiej strony – czy to coś złego? W każdym razie ostatnio przyłapałam się na zainteresowaniu dyskusją moich koleżanek. Wiem, że to ignorancja, ale nigdy ich nie słucham, mam własne myśli. Bardzo ożywioną dyskusję zaczęła Delicious Moore [moi rodzice nadali mnie i siostrom dziwne imiona, ale bez przesady!].
- Wiecie... kto... mnie zaprosił?! – ledwie wydyszała dopadając naszej grupki w Pokoju Wspólnym.
- Nie, ale to zapewne ktoś smakowity. - jej przyjaciółka, Cherryl Craddle lubi żartować z jej imienia, bardzo lubi.
- Przestań. Collin Preston! Jestem taka szczęśliwa! Łiiii! – w tym miejscu musiałam na chwilę zatkać uszy. – Podszedł do mnie i zapytał, czy nie zechciałabym z nim iść na bal!
- Pewnie, a jak inaczej miał to powiedzieć...? W ogóle, możesz się już do mnie nie odzywać, wiesz, że ja chciałam z nim iść. – moja współlokatorka, Venus, zerwała się z kanapy i wyszła z Pokoju, a chwilę po niej Delicious.
- Hmm... Wiecie już, z kim idzie Alexis Wrath? – świetnie. Myślałam, że po chwili krępującej ciszy zmienią temat, ale nie. Zaraz obrazi się kolejna, Boże ratuj... Chciałam budować pozytywne relacje z ludźmi, ale nie przeżyję tego balu.
- Tego nikt nie wie, Gabi. Przestańcie w końcu rozmawiać o balu. I jeżeli chcecie mieć wymarzonych partnerów lepiej idźcie ich zaprosić, a nie siedźcie tu, czekając na cud. Nic nie zrobi się samo, najlepszych sprzątną wam sprzed nosa. – po tych słowach też wstałam i poszlam do dormitorium po płaszcz.
Obiecałam sobie, że nie pójdę na błonia w takie zimno, ale trudno. Właściwie nie wiem, dlaczego tak mnie drażni to gadanie. Czyżby dotykało mnie to, że nie zostałam zaproszona? Niemożliwe.
***

Budzę się, jak zwykle o siódmej. Nawet w weekendy staram się wcześnie wstawać, żeby nie wybić się z rytmu szkoły. Może to sztywne, ale tak jest lepiej. Moje położenie jest o tyle wygodniejsze, że nie jestem związana z żadną grupą, więc nikt mnie nie krytykuje. W końcu mało kto chodzi spać o dziesiątej wieczorem, prawda? Dla większości uczniów, szczególnie ze Slytherinu jest to dziwactwem.
Wszystkie moje współlokatorki jeszcze śpią. Ubieram się po cichu i schodzę do Pokoju Wspólnego. Poczytam gazety, jakoś zejdzie mi do dziewiątej – dopiero o tej porze podają śniadania w weekendy, a dziś jest sobota. Ten weekend nie jest jednak zwyczajny, a przynajmniej nie dla tych, którzy wybierają się na bal. Zawsze w ostatnią sobotę przed balem uczniowie szturmują Hogsmeade w poszukiwaniu szat wyjściowych. Nie wszyscy kupują je w wakacje, jakby się mogło wydawać. Pomimo iż nigdy nie byłam na balu zawsze chodziłam w sobotę do Hogsmeade, żeby popatrzeć, jak kupują inni. Właściwie, to lubię się śmiać z grubych dziewczyn, które próbują wciskać się w dużo za małe sukienki. Nieładnie? Trudno, jak tak lubię. Alexis Wrath też tak robi. Nieraz siedziała w tym sklepie, co ja. Oczywiście w odpowiedniej odległości, ona nie brata się z pospólstwem. Sama zawsze ma sukienkę szytą na zamówienie, według własnego projektu. Można o niej mówić różne złe rzeczy, ale nie można jej odmówić gustu.
W końcu zegar wybił dwunastą i uczniowie ruszyli do miasteczka czarodziejów. Postanowiłam się przyłączyć do grupy, z którą wczoraj rozmawiałam o balu. Dzisiejszy temat nie różni się wiele, od wczorajszego. Pogodziły się już z tym, że i tak się nie dowiedzą, z kim idzie Alexis, więc dyskutują o Stelli Pearl, która idzie pod rękę ze swoim chłopakiem i partnerem na bal, Nicolasem Colemanem. Stella, w przeciwieństwie do Wrath jest dość stała w uczuciach, Nick jest jej chłopakiem od początku czwartej klasy.
Chciałabym wam coś powiedzieć o kupowaniu sukienek w wiosce, ale nie bardzo wiem co. Było, jak to w sklepie: piski, przymierzanie i buszowanie między wieszakami. Nie zabrakło też łez rozpaczy, bo niektóre panny przeceniały swoją figurę. Odwiedziłam z koleżankami trzy sklepy, ale w żadnym nie spotkałyśmy Alexis. Specjalnie nie żałuję, może to i lepiej.
Dziękując Bogu, że to już koniec zakupów wychodziłam od Madame Chabers. Obok nas przechodziła grupa chłopaków z siódmego roku. Dziewczyny robiły do nich maślane oczy, jakby byli ostatnimi facetami na świecie. Tamci przepychali się między sobą i co chwilę któryś z nich szeptał coś w kierunku Franco Bergo, brata Rene. W końcu któryś, wyraźnie zdenerwowany krzyknął ‘no zaproś ją!’ i obydwie grupy stanęły. O ile w przypadku moich koleżanek można to nazwać dosłownie staniem na baczność, tyle w przypadku chłopaków było to nerwowe podrygiwanie. Po chwili wypchnęli przed nas Franco, co wywołało rumieniec na twarzy Camelii, jedynej, która nie miała partnera. Wszystkie myślałyśmy, że odezwie się właśnie do niej, ale zrobił nam niemałą niespodziankę.
- Alexis... Masz już kogoś na bal? – zapytał.
- Franco, znasz mnie nie od dziś. Dobrze wiesz, że nie. – uśmiechnęłam się pokazując wszystkim moje perłowo białe zęby, czego zwykle nie robię.
- Więc może poszłabyś ze mną?
- Czemu nie. Dobrze, pójdę z tobą.
- Super. To... do zobaczenia.
Kiedy odchodzili, co chwila jeden z kumpli klepał go po plecach i gratulował.
Dziewczyny też powiedziały, że trafił mi się super chłopak i zapytały, czy mam sukienkę. Jako, że nie nastawiam się nigdy na bal nie kupiłam jej w Londynie i musiałyśmy wrócić do Madame Chabers. Przez cały czas Camelia miała łzy w oczach i wściekły wyraz twarzy. Delicious co chwila ją pocieszała.
Po kupieniu sukienki z gorsetem i mnóstwem falban, w kolorze oczu Christiana Hervey’a poszłyśmy do Trzech Mioteł na piwo kremowe. Oczywiście wracając do zamku wstąpiłyśmy jeszcze na zakupy do Miodowego Królestwa. To niezwykły sklep, w którym nawet najbardziej rygorystyczna dziewczyna nagina swoją dietę. Chociaż nie przepadam za słodyczami zawsze coś tu kupuję. Tym razem mój wybór padł na lizaka, który ma inny smak za każdym razem, jak się go liże.
Jak się czuję będąc osobą zaproszoną na bal? Dobrze, wręcz zwyczajnie. Zawsze myślałam, że skoro inni tak się tym ekscytują jest to coś ciekawego. Niestety zawiodłam się, a szkoda, bo czasem mogłabym się czymś przejąć. Jedyną myślą, która miło mnie łaskocze jest fakt, że idę z siódmoklasistą, czego zazdroszczą mi koleżanki. To miłe uczucie, jak ktoś Wam zazdrości, prawda?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział I

sobota, 25.lipica.2009, 00:44
Za oknem lało. Zasnute ciemnymi chmurami niebo nie dawało nadziei na żadną poprawę, więc wszyscy swoje plany na wieczór wiązali z zamkiem. W Pokoju Wspólnym nie było tłoczno. Większość uczniów siedziała w Wielkiej Sali, gdzie rockowy zespół Danny’ego Travisa dawał popis swoich umiejętności. Większość utworów układali sami, ale nie zabrakło też coverów znanych, mugolskich zespołów.
Spoglądałam na duże krople deszczu, które leniwie spadając z nieba tworzyły wielką ulewę. Nie chciałabym teraz wyjść na błonia, za nic. Niestety jutro trzeba będzie brnąć na zajęcia przez błoto sięgające kolan. Ech... Zdecydowanie kocham jesień, po prostu kocham. Zwlekłam się z parapetu i postanowiłam iść do biblioteki. Nie mam przyjaciół, więc nie wiem, do kogo się przysiądę. Dlaczego ich nie mam...? Może dlatego, że nie umiem się otworzyć. Mam swoje problemy i to są moje problemy, nie rozumiem, jak można się dzielić z kimś swoimi sprawami. Aczkolwiek na bark koleżanek nie narzekam.
Korytarze Hogwartu nie należą do najprzyjemniejszych miejsc, a na pewno nie zimą i jesienią. Idąc przez jeden z tych kamiennych tuneli zawsze otulam się swetrem, bo wilgotny chłód jest nie do wytrzymania. Moje kroki odbijają się echem od ścian i rozchodzą w promieniu kilku metrów. Kiedy mijam skrzyżowania często słyszę śmiechy i rozmowy innych uczniów. W końcu docieram do biblioteki. Lubię to miejsce – zawsze jest tu ciepło i cicho, można usiąść w spokoju. Przy stolikach zauważam kilka znajomych twarzy, ale nie są to ludzie, do których mam ochotę się przysiąść, więc idę dalej. Mój cel to Dział Ksiąg Zakazanych. Wbrew pozorom wcale nie tak trudno się tam dostać. Przy samym końcu regału ‘X’ znajduje się przejście. Deski wyłamali kiedyś uczniowie ze Slytherinu, mojego kochanego domu.
Dział Ksiąg Zakazanych jest prawdziwym rajem, pomimo tego, że zapach tu panujący do rajskich nie należy. Księgi stojące na regałach nie są tak zadbane, jak w bibliotece właściwej. Wiele dzieł, które się tu znajdują jest rękopisami sprzed kilkuset lat i ich żywot dobiega końca. Także moja ulubiona książka jest rękopisem, ale jej stan jest świetny. Znajduje się na półce drugiej od dołu w dziale ‘C’. Jej grzbiet jest powleczony czarną skórą i widnieje na nim wyryty napis ‘Chronichles Infernale’, który ktoś nieudolnie próbował pokryć złotymi płatkami, prawdopodobnie sama autorka. Raven z Vallois została spalona na stosie 12.VII.1573 r, ponieważ głosiła ‘herezje’. Mówiła, że została zaproszona na spacer po Piekle, a swoje przeżycia spisała w książce, którą właśnie trzymam. Aż dziw, że zdołała ją dokończyć. W końcu dzieła na sześćset szesnaście stron nie pisze się w jeden wieczór, ani nawet miesiąc. Bardzo mnie ciekawi, czy ta historia jest prawdziwa. Pewnie jest, inaczej nie znajdowałaby się w Dziale Ksiąg Zakazanych.
Doszłam do strony dwieście dwunastej. Studiuję ja uważnie od początku roku. Ta książka jest inna niż zwykłe kupki papieru – wymusza moje zainteresowanie i dokładną analizę jej treści. Wiele razy zastanawiałam się nad zabraniem jej do dormitorium, ale nie jestem do końca przekonana o słuszności tej decyzji, dlatego zawsze odkładam ją na półkę i wracam do niej ilekroć przyjdzie mi na to ochota.
Zanurzam się w jej treści, z taką przyjemnością, z jaką zanurza się zęby w czekoladzie. Piekło musi być wspaniałe, skoro czytanie o nim dostarcza tyle przyjemności. Tak, wspaniałe! Ta księga nie przedstawia Piekła, jako miejsca cierpień, lecz jako miejsce zabawy, rozpusty i przyjemności. Ach, jakbym chciała się tam znaleźć... Poznać samego Szatana. Raven bardzo przychylnie o nim pisze:
„ Moim oczom ukazał się młodzieniec, stworzenie możnaby rzec wprost boskie, gdyby nie miejsce, w jakim się znajdujemy. Posiadał wszelkie przymioty należne mężczyźnie idealnemu – twarz o mocnych, ale pięknych rysach, przenikliwe oczy w kolorze nieba, ciało perfekcyjnie wyrzeźbione. Ach, jakże bym pragnęła znaleźć się w jego silnych objęciach!”
Tak, gdybym dostała zaproszenie na takie zwiedzanie z całą pewnością bym się zgodziła. Na razie pozostaje mi tylko lektura i spoglądanie co jakiś czas na zegarek, żeby Sokolica – tak nazywamy Dolly Hatchard, bibliotekarkę - nie zamknęła mnie w bibliotece. Co prawda otworzenie zamka to żaden problem, ale po co mam narażać się na przyłapanie?

Po dwóch godzinach zaczynają mi opadać powieki. Jest dopiero dwudziesta, ale miałam bardzo męczący dzień. Odkładam książkę na jej miejsce i idę do przejścia, a potem pod czujnym okiem Dolly przemierzam bibliotekę. Korytarze są o tej porze bardziej zatłoczone, niż kiedy szłam nimi ostatni raz. Wszyscy uczniowie wracają do dormitoriów. Większość ma jeszcze masę roboty, bo nie odrobili wcześniej lekcji. Nauczyciele nas nie oszczędzają i zadają nam mnóstwo bardzo długich wypracowań.
Ach, oto nadchodzi. Przez wizytę w bibliotece niemalże zapomniałam, o kim mam wam opowiadać. Korytarzem, w gronie swoich przyjaciółek, a może raczej wyznawczyń, idzie Alexis Wrath. Ona też jest ze Slytherinu, więc będziemy iść w tą samą stronę. Nie lubię chodzić przed nią, dlatego udaję, że muszę poprawić sobie fryzurę i czekam, aż przejdzie kawałek dalej. Jest równie ładna z przodu i z tyłu. Ma długie, czarne włosy. Nikt właściwie nie wie, czy są z natury proste, czy kręcone, bo każdego dnia ma je inaczej ułożone. Dzisiaj postawiła na miękkie, można powiedzieć romantyczne, loki. Najdłuższy kończy się w pasie. Zawsze jest ubrana ładnie, w dobrym stylu. Każda część jej garderoby ma metkę jakiejś znanej, drogiej, mugolskiej marki.
Oczy ma w kolorze czekolady. Kiedyś każde uczucie, jakie jej w danej chwili towarzyszy jest w nich bardzo dobrze widoczne. Teraz jest osobą chłodną, a jej oczy albo są wściekłe, albo puste, rzadko kiedy radosne.
Alexis lubi rozmawiać z ludźmi, ale tylko tymi wysoko urodzonymi. Jednak nawet do nich nie przywiązuje zbytniej uwagi, po prostu umila sobie czas z ich pomocą. Jest ponad wszystko, a przynajmniej taka chciałaby być. Prawda jest taka, że ta mała osóbka ma tak wielką charyzmę, że wszyscy inni też myślą, że jest ‘ponad’. Umie przekonać każdego do wszystkiego, skierować go, by myślał, jak ona. Nauczyła ją tego matka.
Państwo Deborah Rafaelli – Wrath i Gregorius Wrath nigdy nie byli zgodnym małżeństwem, a pomimo to się nie rozwiedli. Gregoriusa skłoniła do tego troska o dzieci, Deborę majątek męża. Przed prawem pozostają w związku, nie ma to jednak odbicia w rzeczywistości. Matka i córka mieszkają w modnej dzielnicy Londynu, a ojciec i syn w szkockim miasteczku. Tak, Alexis ma brata – Davida. Kiedy się urodziła, jej matka była w siódmym niebie, zawsze chciała mieć córkę. Zostawiła dwuletniego wtedy syna, którego nigdy naprawdę nie kochała, pod opieką męża, a sama wzięła Alexis i wyjechała do Londynu, by zapewnić małej bajkowe życie. Gregorius wychował Davida na człowieka wszelkich cnót, a Deborah zrobiła z córki wyrachowaną arystokratkę.
David jest uczniem siódmego roku w Gryffindorze. Alexis się do niego nie przyznaje, dlatego nawet najbardziej zaufane i podporządkowane jej osoby nie wiedzą o ich pokrewieństwie. Chłopak niczym się nie wyróżnia, no, może urodą, ale siedzi cicho i nie sprawia siostrze problemów.
Powróćmy do chwili obecnej. Pokój Wspólny Slytherinu jest bardzo zatłoczony, ale dla Wrath zawsze znajdzie się miejsce. Ja siadam sobie na poduszce na parapecie, koło jakiegoś chłopaka, prawdopodobnie z siódmego roku, który czyta książkę. Mam stąd niezły widok na Alexis. Teraz jest zafascynowana nawlekaniem koralików na sznurek. Wyrwała robótkę z rąk jakiejś dziewczyny, która siedziała na fotelu koło wejścia. Właścicielka stoi teraz za fotelem Wrath i chłonie każdy jej ruch całym swoim umysłem. Jaki to będzie szpan, mieć korale, które nawlekała Alexis! Pewnie nie może się doczekać, aż powie o tym koleżankom.
Brunetka bawi się koralikami i sznurkiem już od dwudziestu minut. Patrząc na nią wpadłam chyba w półsen, z którego nagle wyrywa mnie szelest przewracanych kartek. Teraz moja uwaga przeniosła się na niego.
Trudno mi powiedzieć, czy jest wysoki, w każdym razie ma ładną twarz, przynajmniej z profilu. Kolor jego oczu tez pozostaje dla mnie zagadką, ale z całą stanowczością mogę powiedzieć, że jest brunetem. Ma średniej długości, zmierzwione włosy.
- Co czytasz? – pytam, ale moje słowa chyba do niego nie docierają. – Co czytasz? –powtarzam głośniej.
- O, przepraszam. – zdał sobie w końcu sprawę, że ktoś do niego mówi i odwraca głowę w moją stronę. – Chronicles Infernale.
- Niemożliwe... – nie mogę uwierzyć, ze usłyszałam tytuł ulubionej książki, a on na potwierdzenie swoich słów pokazuje mi okładkę. Jest inna, niż ta z biblioteki.
- Niemożliwe rzeczy się dzieją. – uśmiecha się do mnie. – Znasz tą książkę?
- Czy znam? Ja ją kocham. Od pewnego czasu chodzę ją czytać do Działu Ksiąg Zakazanych. Ale ty masz widzę swój egzemplarz, gdzie go kupiłeś?
- W księgarni, w moim rodzinnym miasteczku. Dla Mugoli nie jest to książka zakazana, ale trudno ją znaleźć.
- Super. Strasznie mnie wciągnęła, jestem na dwieście pięćdziesiątej. A ty?
- Trzysta dwudziesta. W tym momencie Szatan zabiera Raven do Piekielnych Stajni, będą jeździć po Piekle konno. – chłopak zamyka książkę, uprzednio włożywszy w nią wyszywaną zakładkę.
- Też bym tak chciała... Właściwie, to jak masz na imię?
- Christian Hervey.
- Autumn Gallardo. – uśmiecham się do niego.
Teraz widzę, że ma zielone oczy. Ten odcień zieleni kojarzy się tylko z zazdrością i trucizną. Mam nadzieję, że nie mówi to nic o jego charakterze. Narazie miło mi się z nim rozmawia. Sprawia wrażenie kogoś ważnego, chociaż mało kto go chyba zna.
- Jesteś córką Genesis i Marco Gallardo? – pyta po chwili.
- Tak... Skąd znasz moich rodziców? – jestem zupełnie zaskoczona.
- Mój ojciec ma dwadzieścia procent udziałów w ich firmie. Aż trudno uwierzyć, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy.
- Może i trudno. Nigdy nie interesowałam się pracą moich rodziców.
- Co Cię interesuje, poza książkami o Piekle?
- Wiele rzeczy. Lubię czesać moje siostry. – śmieję się.
- Słyszałem, że wszystkie nazywacie się, jak pory roku.
- Autumn, Winter, Spring i Summer. Od kolorów włosów. Mama jest metamorfomagiem, stąd takie dziwne zjawisko. Oczy mamy takie same, po tatusiu. – biorę od niego książkę. – Jest naprawdę niesamowita, czyż nie? Pomijając fakt, że czytając ją mam wrażenie, jakby była główną bohaterką, bo to cecha wszystkich interesujących książek. Przykuwa uwagę.
- Taak... Bardzo ładnie mówisz, jak dama.
- Hmm... Cieszę się, że taka mnie znajdujesz. – skromnie odwracam wzrok i odybwoje się śmiejemy. – Z tobą też miło się rozmawia, teraz trudno o takich ludzi, jak my.
Patrzę jeszcze raz na Alexis. Nie nawleka już koralików. Teraz bawi się długimi blond włosami swojej przyjaciółki, Stelli Pearl. Nie uważam, że to zajęcie jest godne mojej uwagi, więc postawnawiam iść spać. Oddaję książkę mojemu rozmówcy.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ze sobą... porozmawiamy. – robię minę, która jasno mówi, że mi się spodobał. – Tymczasem idę spać, dobranoc.
Zsuwam się z poduszki i już mam postawić pierwszy krok, kiedy Christian łapie moją dłoń.
- W takim razie piekielnych snów, Autumn. – delikatnie całuje moją dłoń i robi taką samą minę, jak ja, czym wywołuje u mnie delikatny uśmiech.
Powoli wspinam się po schodach do dormitorium. Jeżeli mam szczęście nikogo tam nie zastanę i będę mogła w spokoju zrobić sobie gorącą kąpiel. Jeżeli mam pecha, to będę musiała wziąć jedynie prysznic, lub ekspresową kąpiel, która nie dostarcza żadnej przyjemności, a za drzwiami łazienki będą mnie poganiać współlokatorki. Jest jeszcze trzecia opcja – wyjątkowy pech. Znaczy to, że ja będę się kąpać, a za zasłoną będą się przewijać cienie koleżanek myjących zęby, zmywających makijaże i nakładających wymyślne maseczki.
Większość sypialni w Hogwarcie jest pięcioosobowych, ale zdarzają się też ‘czwórki’ i jeszcze mniejsze, niekiedy nawet ‘dwójki’. Ja trafiłam akurat na taką ‘czwórkę’. Nie jest źle, jest nawet bardzo dobrze. Trzy dziewczyny, które ze mną mieszkają są przyjaciółkami praktycznie od najmłodszych lat. Gabriella Miller, Riata Howking i Venus Milo wszędzie chodzą razem. Ba, nawet wyglądają niemalże tak samo.

Wrzesień i październik minęły, jak z bicza strzelił. Drugiego listopada, przy obiedzie Dumbledore kilkakrotnie uderzył łyżeczką o swój złoty kielich. Wszyscy umilkli i zwrócili wzrok w jego stronę.
- Kochani! Jak co roku, dwudziestego czwartego grudnia odbędzie się bal bożonarodzeniowy. – przez salę przeszedł szmer zadowolenia i kilka oklasków. – Na bal mogą przyjść w tym roku uczniowie każdego roku, a nie od czwartego wzwyż, jak to miało miejsce w latach poprzednich. Liczę, że zaopiekujecie się młodszymi kolegami i koleżankami. Dziękuję wam za uwagę, smacznego!
W Wielkiej Sali zrobiło się strasznie głośno. Wszyscy zaczęli rozmawiać o balu. Jak wspomniał dyrektor bal ma on miejsce co roku. Nigdy na nim nie byłam, bo nikt mnie nigdy nie zapraszał, a samej głupio mi było iść. Nie boli mnie to jakoś bardzo, w sumie za wiele nie straciłam. I w tym roku nie wiążę z tym wydarzeniem żadnych planów. Zobaczymy, co życie przyniesie.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii



Szablon wykonała Invisible Fairy.
Brushe pobrane z dA. Grafika została wykonana na specjalne zamówienie autorki tego bloga. Więcej na MagicLayouts! - magiczne szablony na Twojego bloga.




księga
fav me
about


Archiwum.
2009
lipiec (1)
sierpien (1)
październik (1)



Linki.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (3)
wszystkie (3)

alexis (1)hogwart (1)i (1)opowiadanie (1)roział (1)wrath (1)1 (1)



Ulubieni.
hermiona-draco-storymy-friend-lonelinessalexis-wrath

Grafika.
MagicLayouts